Druga część pierwszego dnia przeniosła nas nie tylko do innej przestrzeni, ale także w czasie. Dzięki zapobiegliwości Eli bardzo szybko przejechałyśmy z Valletty do Mdiny. Pierwsza stolica Malty przez chwilę kojarzyła się nam z fallusem😉, wymyślałyśmy pozy, które mogłybyśmy przyjąć, pozując przy rzeźbie przedstawiającej ten atrybut męskości. Wykombinowałyśmy, że dodatkowym rekwizytem mogłyby być lody w naszych rękach.Ot, świntuszenie, prowokowanie i beztroski śmiech. Koniec końców nie zrealizowałyśmy planu, bo parafrazując Czesława: „…każdy plan można zmienić”. Wybrałyśmy zwiedzanie na powietrzu, by cieszyć się słońcem. Wąziutkie, jasne, murowane uliczki Mdiny wzbudziły we mnie uczucie zazdrości. Poczułam się oszukana przez los, że nie dane mi było wzrastać w takiej przestrzeni. Dreptanie korytarzami ścieżek było jak realizacja bajkowego scenariusza. Trzy dojrzałe kobiety, każda z przygniatającym bagażem (takim, którego nie można upchnąć kolanem), wędrują w głąb bardzo starego świata i …samych siebie, wyłuskując piękne elementy. W moich towarzyszkach niezmiennie zachwyca mnie to, że odrzucają sztuczność, umieją docenić nieoczywiste piękno! Niby wśród turystów, a jednak zupełnie inaczej odbierałyśmy to, co nas otaczało. Obwarowane miasteczko zagnieździło się we mnie niczym teatralna dekoracja.
sobota, 24 maja 2025
Dziewczyny w podróży 2.
Kolejnym etapem wędrówki było miasteczko Rabat, w którym dotykałyśmy historii, myszkując pod ziemią. Oswajałyśmy śmierć poprzez dawanie jej prztyczka w nos śmiechem. Zasiadłyśmy przy stole w oczekiwaniu na agape, czy jak kto woli - konsolację. Wyskakiwałyśmy niczym duchy z ciasnych pokoików śmierci. Gubiłyśmy się wśród kiepsko oznaczonych korytarzy. Bunkry z okresu II wojny światowej na chwilę odebrały mi radość. Zrodziła się we mnie wątpliwość, czy mam prawo się cieszyć, gdy na świecie nadal jest tyle zła? Codziennie ludzie schodzą do schronów, gnieżdżą się w nich niepewni swojego losu.
Po wyjściu na powierzchnię doszłyśmy do wniosku, że pora na kawę i dymka, każdemu wedle potrzeb. Zasiadłyśmy w maleńkiej kawiarni, obserwowane przez kościotrupa w bejsbolówce. Czas stanął w miejscu. Olcia, jak zwykle🤭🤣😉, grzebała w telefonie! Kto nie był, ten nie wie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz