piątek, 23 maja 2025

Dziewczyny w podróży

 Udało się!

Wzięłam głęboki oddech. Poukładałam myśli tak co z grubsza. Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że bliskość między kobietami ma szczególny smak. Tylko trzeba do niej dojrzeć. Nie można ulegać podszeptom zakłamanego świata. 

W czwartek (15 maja), włożywszy koszulki zamówione przez Elę, wyruszyłyśmy w nieznane. Nieznaną przestrzeń - żadna z nas dotychczas nie była na Malcie, nieznaną sytuację - nigdy jeszcze nie byłyśmy w takim składzie na kilkudniowym wyjeździe. Dużo znaków zapytania, ale też spokój i …radość, podekscytowanie. 

Na lotnisku chaos i upychanie kolanem materiałów, które muszą mieć określony kształt i wymiar - dura lex, sed lex🤣🤣🤣Potem lądowanie i podróż do hotelu w miasteczku Gżira. Wszystko w harmonii. Zgodnie z zapowiedzią pokój z balkonem, specjalnie dla Oli. Azyl na dymka i poukładanie myśli. 

I pierwsze zanurzenie się w miasto, krople deszczu odbijające się od głów, uliczki otulone nocą, oddychające wilgocią po ciepłym dniu. Urok kolorowych balkonów jako kadr, który osiadł we mnie na stałe. Kolacja o smaku wolności. Gdzieś tam daleko została codzienność, robotyczne gesty, małomiasteczkowe emocje, obowiązki. Pojawiła się karta ozdobiona kaskadami śmiechu, smakami i barwami, których brak na co dzień. Przy dźwiękach muzyki kosztowałyśmy nowe danie życia - babski wyjazd. Z niecierpliwością chłonęłyśmy każdy kęs przygody. Podpatrywałam Gżirki, ich cudowną odmienność. Zmysł praktyczny Eli w połączeniu z odklejkami Oli to gwarancja doskonałej zabawy, poczucia bezpieczeństwa, komfortu wynikającego z braku konieczności ukrywania się z myślami. 

Gdy Ola zakończyła walkę z łóżkiem, zapadłyśmy w błogi sen. Rano pognałyśmy na śniadanie, by wykorzystać „okno żywieniowe”. W dusznej sali walczyłyśmy z angielskimi tłustościami. Ola nie walczyła, Ola miała uciechę!

Naładowane kaloriami ruszyłyśmy promem do Valletty. Oczarowała nas od pierwszego wejrzenia. Dreptałyśmy uliczkami, zadzierając głowy w niemym zachwycie. Wiatr hulał jak zwariowany, a my, rozpieszczane przez słońce, wyławiałyśmy smaczki, co rusz ciesząc się chwilą. Przystanek przy beczce stał się okazją do nawodnienia organizmu, tak bardzo lubię, gdy ludzie spełniają swoje zachcianki. Wysysają soki. Obiad na bulwarze w towarzystwie gołębi, które zatraciły instynkt samozachowawczy, smakował swobodą, serem, tłuszczem i brakiem kija w d…😍 Obserwacja niebieskiej tafli morza ukoiła zmysły. Latarnia, mury, jaszczurki, dźwięk różnych języków, śpiew Włochów to kadry z pierwszej części dnia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz