Druga część pierwszego dnia przeniosła nas nie tylko do innej przestrzeni, ale także w czasie. Dzięki zapobiegliwości Eli bardzo szybko przejechałyśmy z Valletty do Mdiny. Pierwsza stolica Malty przez chwilę kojarzyła się nam z fallusem😉, wymyślałyśmy pozy, które mogłybyśmy przyjąć, pozując przy rzeźbie przedstawiającej ten atrybut męskości. Wykombinowałyśmy, że dodatkowym rekwizytem mogłyby być lody w naszych rękach.Ot, świntuszenie, prowokowanie i beztroski śmiech. Koniec końców nie zrealizowałyśmy planu, bo parafrazując Czesława: „…każdy plan można zmienić”. Wybrałyśmy zwiedzanie na powietrzu, by cieszyć się słońcem. Wąziutkie, jasne, murowane uliczki Mdiny wzbudziły we mnie uczucie zazdrości. Poczułam się oszukana przez los, że nie dane mi było wzrastać w takiej przestrzeni. Dreptanie korytarzami ścieżek było jak realizacja bajkowego scenariusza. Trzy dojrzałe kobiety, każda z przygniatającym bagażem (takim, którego nie można upchnąć kolanem), wędrują w głąb bardzo starego świata i …samych siebie, wyłuskując piękne elementy. W moich towarzyszkach niezmiennie zachwyca mnie to, że odrzucają sztuczność, umieją docenić nieoczywiste piękno! Niby wśród turystów, a jednak zupełnie inaczej odbierałyśmy to, co nas otaczało. Obwarowane miasteczko zagnieździło się we mnie niczym teatralna dekoracja.
sobota, 24 maja 2025
Dziewczyny w podróży 2.
piątek, 23 maja 2025
Dziewczyny w podróży
Udało się!
Wzięłam głęboki oddech. Poukładałam myśli tak co z grubsza. Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że bliskość między kobietami ma szczególny smak. Tylko trzeba do niej dojrzeć. Nie można ulegać podszeptom zakłamanego świata.
W czwartek (15 maja), włożywszy koszulki zamówione przez Elę, wyruszyłyśmy w nieznane. Nieznaną przestrzeń - żadna z nas dotychczas nie była na Malcie, nieznaną sytuację - nigdy jeszcze nie byłyśmy w takim składzie na kilkudniowym wyjeździe. Dużo znaków zapytania, ale też spokój i …radość, podekscytowanie.
Na lotnisku chaos i upychanie kolanem materiałów, które muszą mieć określony kształt i wymiar - dura lex, sed lex🤣🤣🤣Potem lądowanie i podróż do hotelu w miasteczku Gżira. Wszystko w harmonii. Zgodnie z zapowiedzią pokój z balkonem, specjalnie dla Oli. Azyl na dymka i poukładanie myśli.
I pierwsze zanurzenie się w miasto, krople deszczu odbijające się od głów, uliczki otulone nocą, oddychające wilgocią po ciepłym dniu. Urok kolorowych balkonów jako kadr, który osiadł we mnie na stałe. Kolacja o smaku wolności. Gdzieś tam daleko została codzienność, robotyczne gesty, małomiasteczkowe emocje, obowiązki. Pojawiła się karta ozdobiona kaskadami śmiechu, smakami i barwami, których brak na co dzień. Przy dźwiękach muzyki kosztowałyśmy nowe danie życia - babski wyjazd. Z niecierpliwością chłonęłyśmy każdy kęs przygody. Podpatrywałam Gżirki, ich cudowną odmienność. Zmysł praktyczny Eli w połączeniu z odklejkami Oli to gwarancja doskonałej zabawy, poczucia bezpieczeństwa, komfortu wynikającego z braku konieczności ukrywania się z myślami.
Gdy Ola zakończyła walkę z łóżkiem, zapadłyśmy w błogi sen. Rano pognałyśmy na śniadanie, by wykorzystać „okno żywieniowe”. W dusznej sali walczyłyśmy z angielskimi tłustościami. Ola nie walczyła, Ola miała uciechę!
Naładowane kaloriami ruszyłyśmy promem do Valletty. Oczarowała nas od pierwszego wejrzenia. Dreptałyśmy uliczkami, zadzierając głowy w niemym zachwycie. Wiatr hulał jak zwariowany, a my, rozpieszczane przez słońce, wyławiałyśmy smaczki, co rusz ciesząc się chwilą. Przystanek przy beczce stał się okazją do nawodnienia organizmu, tak bardzo lubię, gdy ludzie spełniają swoje zachcianki. Wysysają soki. Obiad na bulwarze w towarzystwie gołębi, które zatraciły instynkt samozachowawczy, smakował swobodą, serem, tłuszczem i brakiem kija w d…😍 Obserwacja niebieskiej tafli morza ukoiła zmysły. Latarnia, mury, jaszczurki, dźwięk różnych języków, śpiew Włochów to kadry z pierwszej części dnia.
wtorek, 6 maja 2025
Jak dobrze!
W sobotnie popołudnie na dwie godziny uciekliśmy z domu. Zasiedliśmy pod namiotem przed dworkiem i wyczekiwaliśmy spotkania z człowiekiem, którego śpiew przed laty przez długi czas towarzyszył nam w czasie podróży ukochanym trabantem. Kuba i Kamil znali całą płytę. Często razem podśpiewywaliśmy te zabawne, ironiczne teksty. Zdarzało nam się bywać na jego koncertach. A w sobotę posłuchaliśmy, jak pojmuje życie. Jak dobrze, że są wokół nas takie kolorowe ptaki, nadpobudliwe, napędzane życzliwością, z głową po brzegi wypełnioną szalonymi pomysłami. Czesław Mozil - dodaj do ulubionych.
Dwór Amelii, Ruda Kościelna, 3 maja 2025r.
czwartek, 1 maja 2025
Migawki
Trzeba o tym napisać, by później, po zdrapaniu delikatnej patyny, poczuć chwile darowanego szczęścia. Tak wiele dobrych uczuć, szczerej radości, współbycia, ale jako odrębne byty, mimo wszystko. 5 dni w oderwaniu, odklejeniu, „ nicniemusieniu”. 79km spaceru po Barcelonie, zachwytu nad urodą świata, zadziwienia różnorodnością potrzeb, przełamywania barier językowych. Tak długo wyczekiwane chwile! Intensywność odkrywania miasta wcale nas nie zmęczyła. Nie pojawiło się zniechęcenie - wręcz przeciwnie - pojawił się wzmożony głód doznań. Balansowaliśmy między kiczem pod turystę a sztuką, między potrzebą odpoczynku a lgnięciem do ludzi, a wszystko to ramię w ramię, w poczuciu bliskości. Upchnęliśmy w te doby w Katalonii tak wiele, jak tylko się dało.
Po powrocie do domu kolejne wzruszenie - nareszcie jesteśmy wszyscy razem. Dzieciaki zjechały do domu, to prawdziwe święto! Rozmowy, śmiech, przepyszna kolacja - odwrócenie ról. Mamy bardzo dużo szczęścia😍












