czwartek, 30 maja 2024

Maj

 Jeden z najdziwniejszych majów w moim życiu. Wiele złych chwil. Na koniec, jakby na potwierdzenie beznadziejności miesiąca, wiadomość od Kuby. Kolejny dowód na to, że żaden tytuł, funkcja, nie czyni Cię człowiekiem. Gorzka lekcja o zachłanności. Wszędzie ta mamona.

środa, 29 maja 2024

Poniedziałkowe występy

 Jak łatwo jest sterować tłumem. Zdumiewające. Wystarczy odpowiednio podgrzać emocje. Szepnąć kilka słów o bezwzględności i niesprawiedliwości i już tłumek wiernych wyznawców kręci głowami z oburzeniem. Ofiary braku krytycznego myślenia. Poniedziałkowe przedstawienie było fascynujące. Zaplanowana w cieniu gabinetu bieda intryga trafiła na podatny grunt. Wyartykułowane w pośpiechu, bez ładu i składu oskarżenia trafiły do przekonania kiwających głów, które nawet przez chwilę nie pomyślały o tym, kto jest odpowiedzialny za politykę kadrową, kto w ostatnich latach przyjął do pracy znajomych króliczka i teraz ma z tym problem. Majstersztyk. Odwrócenie uwagi poprzez wyznaczenie kata i ofiary. Nieważne, że do tej pory ludzie podpisywali obniżenie w zaciszu dyrektorskiego pokoju. Nieważne. Show spodobało się publice. Rzekoma ofiara teatralnie rzuciła papierami i wyszła z hukiem. Zatroskane przyjaciółki podjęły kwestię, dramatyzując: „Kto nam będzie Librusem kierował?!” Tylko czy z tych słów przebijała troska o ofiarę, czy raczej strach, że teraz trzeba będzie samemu w te internety? To prawdziwe szczęście mieć takie „koleżanki”. 

Kto tu kat? Kto ofiara? Na pewno nie ci, którym przyznano główne role w poniedziałkowym przedstawieniu.

To bardzo smutne, że ci, którzy uczą i wychowują młodych ludzi, nie umieją samodzielnie myśleć. Przerażający jest brak umiejętności panowania nad emocjami i prostackie wręcz odruchy. 

Mimo wszystko wierzę w człowieka!




niedziela, 26 maja 2024

Rozczarowanie

 Gorzki smak zawodu, wielki żal do ludzi. Tak bardzo czekałam na to widowisko, tak wiele sobie po nim obiecywałam, tak bardzo chciałam, by wzruszenie odebrało mi mowę. Zamiast tych uczuć pojawiła się złość - nie mogłam zrozumieć słów piosenek. Obrazy Beksińskiego sprofanowano brakiem profesjonalizmu. Nie wolno tak postępować z publicznością. Nie zgadzam się na chałturę!!!




„Beksiński live”

Lublin, 22 maja 2024r.

Myśl ubrana w kształt

 Przedsmakiem przygody było pakowanie: koc, pudełka z owocami, parasole. Około pięćdziesięciu kilometrów od domu spotkało nas spełnienie. Wysiadłyśmy z Jagą na podwórku pachnącym kształtem. Zaciekawione weszłyśmy do dziwacznego budynku, niespiesznie wodziłyśmy wzrokiem po przestrzeni, w której nie wszytko nam się podobało.



Kolejną wspomnieniową migawką jest widok Jagi pochylonej nad masą, z której powoli rodził się pies. Skupienie, dobieranie proporcji… żeby nie sterczeć jej nad głową, weszłam w gęstwinę lasu. Lasu skrywającego ciekawostki, myśli, wizje, a pewnie i gorycz ludzi, którzy zamiast słów używają rozmaitych tworzyw. Zazdrość, zachwyt, zdziwienie… Ja nie potrafię, a tak bardzo bym chciała. Mam ręce stworzone do destrukcji, nic nie potrafię nimi wyczarować. 



Najważniejszym momentem wyprawy była rozmowa z artystką. Wejście do pracowni mnie onieśmieliło. Starsza kobieta o bardzo spracowanych, ale pięknych dłoniach walczyła z jakimś tworzywem, z którego wyzierały już nogi, patrzyłam urzeczona tym zmaganiem. Wdychałam zupełnie obce mi zapachy. Wreszcie zdobyłam się na komentarz: „Trudno jest ubrać myśl w kształt, trudniej niż w słowo”. Ciepłe spojrzenie spotkało się z moim i po chwili usłyszałam: „Nie, chyba w słowo trudniej”, a potem już rozmowa potoczyła się swobodnie, przyjacielsko. Miałam wrażenie, że stoi przede mną ktoś bliski, ktoś, kto wiele rozumie, zna smak walki o myśl. Po kwadransie ponownie weszłam do pracowni, tym razem towarzyszyła mi Jaga. Chciałam, żeby zyskała świadomość, żeby poczuła, czym jest akt tworzenia. Bez definicji, regułek, blichtru wystaw, fleszy. 

To był piękny czas. Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. 

19 maja 2024r.

piątek, 17 maja 2024

Gombrowicz 2024

Taki był plan. Pojechać, posłuchać, poczytać, pomyśleć. Na zielonej płachcie pysznił się ugłaskany dworek, budowa ciekawsko wyzierała zza płotu. Płot? Rozbawił, rozczulił, rozpalił na nowo miłość do „Ferdydurke”. Wyeksponowano na nim w większości te fragmenty powieści, na które nie zwracałam dotąd uwagi. Przejście wzdłuż płotu to był bardzo dobry czas. Nikt mnie nie potrącał, nikt nie przebierał nogami, nerwowo dysząc za plecami. Spokój i czas. Potem? Potem Miły Pan Aktor (Mateusz Damięcki) przeczytał „Filidora dzieckiem podszytego”. Niewygodne krzesełko (co z nimi?) uwierało jak synteza i analiza, ale mimo wszystko udało mi się zebrać myśli. Z prawdziwą przyjemnością wysłuchałam ironicznego wywodu o filozofii. Czy Gombrowicz byłby zadowolony z tej celebry?🤭. Gdzieś tam z boku stały wielkie szachy. Symbol, znak, zaczepka.
Wejście do dworku zamienionego w muzeum było dla mnie zabawnym doświadczeniem. Przed laty przechadzałam się tam w nabożnym skupieniu, chcąc jak najwięcej zapamiętać. Wczoraj urządziłam sobie ucztę „nic nie muszę”. Weszłam do wanny, posiedziałam chwilę, w tym czasie naszła mnie myśl o niedbale porzuconych przeze mnie butach. Czarnej zapowiedzi odchodzenia od schematu, w którym tkwię od lat. 
Po odradzającej kąpieli kręciłam głową na lewo i prawo, zadawałam sobie ciosy literami. Niektóre aż dławiły. Znam „Dzienniki”, a jednak znowu coś odkryłam. Myśl o tym, że praca uniemożliwia tworzenie, to też moja myśl. Duszno mi się zrobiło, smutno, szybko powzięłam decyzję o ucieczce. W kolejnej sali dopadła mnie irytacja. W oparach wina toczyły się rozmowy o geniuszu Gombrowicza, a ja czułam, że to jakaś groteska. Wiem, że on pragnął sławy, ale chyba nie takiej…A może znowu komplikuję? Piętro niżej młody, natchniony człowiek pięknie grał na gitarze. Uciekłam. Wsiadłam do samochodu i zgubiłam drogę do domu. Odzyskałam równowagę.



poniedziałek, 13 maja 2024

Zapiski z soboty

 Od kilku tygodni trwa rytualny absurd. Tysiące gestów naznaczonych pustką. Pląsanie pod dyktando społeczności i kościoła (choć to też społeczność). Złość na siebie za brak stanowczości. Strach o córkę i jej emocje. Też chce wierzyć, że to głębokie, też szuka prawdy. Jak ja przed laty. Jak ją uchronić przed rozczarowaniem? Jak nie okaleczyć schematami? Czuję się jak hipokrytka. Jestem hipokrytką. Tylko jak pogodzić dwa światy, które nie mają ze sobą nic wspólnego? Jak je spiąć? 


piątek, 3 maja 2024

Tak ma być

 Od rana spokój, pewność, że tak jest dobrze. Leniwie płynące minuty, zapach obiadu, twarze dzieci i Jacka. Można aż tak bardzo nie chcieć niczego więcej? Można. Ta błogość, brak nerwowego oczekiwania na coś innego, niewyglądanie fajerwerków. Smakowanie, rozgryzanie, wysysanie chwil. Zielone szepty zadomowione w szufladkach wspomnień. Cudaczny nibytort, najsmaczniejsze pod słońcem sushi, którego nie spróbowałam, a które pachniało miłością już od kilku dni, klocki jako przedłużenie dzieciństwa. 21. urodziny Kamila, Kamilka, Milusia.