sobota, 24 września 2016

      Mieszanka słów i dźwięków wykradła mi łzę...Wszystko wokół rozmyło się, odpłynęło. Ja i scena. Nieważne miasteczko, nieważne gmaszysko, nieważni przypadkowi ludzie. Wewnętrzny szloch, spazmatyczny, paradoksalnie bezdźwięczny. O dziwo, zupełnie mi to nie ciążyło. Wręcz przeciwnie. Potrzebowałam takiego bolesnego oczyszczenia. 
      A później? Podróż, kolacja, wino na kanapie - wszystko w towarzystwie kogoś, kto czuje podobnie, widzi podobnie i kto jest zupełnie inny niż ja! Przedziwna sprzeczność.

środa, 21 września 2016

Nic odkrywczego nie napiszę. Wszystko już było. To frustrujące. Boleśnie prawdziwe. Każda aktywność jest jedynie kalką. Próba oryginalności ociera się o śmieszność. Kim jesteśmy? Kim jestem? Banał wyziera z tych pytań. Żyję. Cóż z tego? Wszystko, co czynię, to taniec pod dyktando. A ja tak bardzo nie chcę być wyrobnikiem. Naczytałam się o wolności (nie wiem tylko, czy to pełne definicje), szukam... Niby szukam, a tak naprawdę okopałam się i tkwię w kokonie "matko-córko- żono- siostro- nauczycielki". A ja? Gdzie w tym ja?

czwartek, 15 września 2016

          Natłok myśli...Galop. Istny galop. Leniwe podglądanie świata odeszło w niepamięć. Teraz wyrywam życiu każdą chwilę. W moim okienku emitują różnorodne filmy: od obyczajówek po komedie. Często kiepsko obsadzone, ale jednak.
          Wczoraj usłyszałam z ust młodego człowieka, że bardzo siebie nie lubi. Zrobiło mi się przykro. Jak bardzo trzeba być nieszczęśliwym, żeby powiedzieć coś takiego głośno w gronie przypadkowych ludzi! Sztywny gorset lekcji rozpadł się na kawałki. Mowa zależna i niezależna została wykorzystana w życiu. Jak wytłumaczyć, że szczęście nosi się w sobie? Jak przekazać, że jad płynący z ekranu jest tylko prymitywną grą interesownych dorosłych? Natrętne jak...
           Książki, książki, książki. Wszędzie. Nasze rodzinne śmiesznostki. Znowu nakładają się na siebie obrazy sprzed lat. Zza zamkniętych drzwi słychać niski głos Jacka, Jagoda wpatruje się w obrazki...Zupełnie, jak kilka lat temu na Pułankach, gdy tata czytał synkowi lub kilkanaście lat temu w Miłkowie, gdy cała rodzina recytowała Kubusiowi "Kwoki", "Rzepki" i inne historie. Nieco zniszczone, zaczytane tekturkowe książki sprowadzają wiele radości do naszego domu. Kilka lat temu zaniosłam je do szkoły z myślą, że trzeba je przekazać innym dzieciom;-))) Dzięki Jagodzie wróciły jedyne w swoim rodzaju  chwile.